|
Jesienna wycieczka do Lublina ...
18 października tego
roku liczna grupa uczniów klas IV- VI wraz z opiekunami udała
się na wycieczkę w południowo- wschodnie tereny Polski.
Pierwszym etapem
podróży był Nałęczów, znane uzdrowisko z wodami mineralnymi.
Przed laty był to modny kurort wśród pisarzy, bo przyjeżdżali tu
m.in. Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski.
Tutaj uczniowie
zwiedzili Muzeum Żeromskiego, które mieści się w dawnej pracowni
pisarza. Chata powstała w 1905 roku, została zbudowana z bali w
stylu zakopiańskim, był to letni dom Stefana Żeromskiego. W
Nałęczowie młody Żeromski, pracując jako guwerner poznał swoją
przyszłą żonę.
Dzieci z dużym
zainteresowaniem oglądały oryginalne pamiątki, które pozostawił
po sobie pisarz. Były tam fotografie, przedmioty z podróży,
zeszyty, książki, przybory szkolne Adasia, zbiory książek,
biurko, przy którym pisał Żeromski min. „Różę”, ukończył powieść
„Dzieje grzechu”.
Wspaniały XIX -
wieczny stolik z krzesłami przeniósł nas w czasy pisarza, kiedy
to przy nim siadali wspaniali pisarze m. in. Zofia Nałkowska.
Chata była swoistym salonem literackim. Niemniej rozbudził
wyobraźnię zwiedzających ogromny kominek, który ogrzewał
Żeromskiego w czasie długiego nocnego tworzenia. Poznaliśmy żonę
pisarz - Oktawię, podziwialiśmy jej wspaniały talent malarski,
liczne obrazy pędzla małżonki powieściopisarza. Dowiedzieliśmy
się, że w tym domu przebywał Adam Żeromski – syn gospodarza
chaty, podziwialiśmy siodło, którego używał podczas jazdy
konnej, porównywaliśmy jego narty ze współczesnymi. Przewodnik
opowiadał o wczesnej śmierci młodzieńca i miejscu wiecznego
pochówku - Mauzoleum Adama Żeromskiego, które znajduje się za
pracownią. Syn pisarza był skautem, dlatego przed grobowcem
można było przeczytać o wspaniałych cechach tego młodego
człowieka.
Niedaleko chaty
Żeromskiego wybudowano wille: jedna Żeromskiego a druga naszego
patrona szkoły H. Sienkiewicza, który przebywał tam w latach
1882-1884. Po raz ostatni gościł w tym miejscu w 1899r.
Mieliśmy niesamowitą
okazję odbyć „daleką podróż”, poruszać się po wąskich ścieżkach,
po których wędrowali pisarze. Obejrzeć miejsca, które tak bardzo
polubił Żeromski, idąc do pracowni wspinać się pod górką prawie
taką jak niektóre pagórki w Górach Świętokrzyskich.
Drobniutkie kropelki
jesiennego deszczu przywitały nas w ogromnym Parku Zdrojowym,
wspaniały staw, łabędzie, liczne alejki przypominały o
specyficznym klimacie i sanatoryjnym charakterze tej
miejscowości.
Lublin - jedno
z najstarszych miast Polski, witało uczniów z Oblęgorka jasnymi
promieniami słońca. Tutaj była wspaniała okazja do obejrzenia
pamiątek, które zachowały się począwszy od zarania polskiej
państwowości, poprzez średniowiecze aż po barok i klasycyzm oraz
po czasy późniejsze. Swoje materialne ślady pozostawili tam
zarówno zaborcy, jak i działacze niepodległościowi. Również XX
wiek zostawił po sobie wiele obiektów.
Pierwszym punktem
wycieczki był Zamek Lubelski oraz majestatyczny Dziedziniec
Zamkowy. Budowę grodu na wzgórzu zamkowym przypisuje się
Bolesławowi Chrobremu. Z czasów budowy i rozbudowy zamku
pochodzi gotycka baszta obronna, której mury mają grubość 4
metrów. Jej dolne części wykonano z kamienia wapiennego, górne z
czerwonej cegły. Wewnątrz baszty znajdują się spiralne schody.
Dowiedzieliśmy się, że w latach 1831-1915 były tu więzienie
carskie, przeznaczone m.in. dla powstańców styczniowych. Swoją
karę odbywał tutaj również Bolesław Prus, tak czytaliśmy na
pamiątkowej płycie. W czasie drugiej wojny światowej było to
więzienie hitlerowskie. Wiemy z opowieści przewodnika, że duża
część więzionych zginęła w egzekucjach i obozach śmierci. W
latach 1944 – 1954 było to polityczne wiezienie karno- śledcze.
Wierzymy, że te
mroczne opowieści o odległych czasach zamku jako więzieniu już
nie wrócą. Cieszymy się, że piękne majestatyczne schody, które
prowadzą do okazałej budowli to dziś teren do zwiedzania i
chluby z tak pięknego miejsca.
Z ogromnym
zaciekawieniem uczniowie słuchali jednej z legend, mówiącej o
powstaniu nazwy Lublin. Okazało się, że niedaleko zamku był
potężny staw, a w nim zatrzęsienie ryb. Książę zachwycał się
rozmaitymi gatunkami m.in. linem i szczupakiem. Widząc, pełną
sieć krzyknął: „ szczupak lub lin”. Złączono te dwie nazwy i
powstała nazwa grodu „Lublin”.
Dalej podziwialiśmy
Bramę Grodzką i Bramę Krakowską, które znajdowały się na starym
szlaku handlowym z Krakowa na Litwę i Ruś. Do miasta prowadził
most zwodzony ponad głęboką fosą, a dodatkowo wejścia broniła
żelazna krata.
Bramę Grodzką
wybudowano w 1342 roku po zezwoleniu Kazimierza Wielkiego. Przez
wieki zwana była Bramą Żydowską, ponieważ stanowiła przejście
miedzy Starym Miastem a dzielnicą żydowską.
Uczniowie z zapartym
tchem słuchali kolejnej legendy, która uzasadniała, skąd w
herbie miasta wziął się kozioł. Otóż mieszczanie zamieszkujący
gród udali się do Władysława Łokietka z prośbą o nadanie
Lublinowi praw miejskich. Opowiedzieli mu, jak po jednym z
tatarskich ataków na gród, przeżyła grupa dzieci, które się
schroniły przed najeźdźcą w wąwozie. Wtedy wykarmiła je koza.
Tłumaczyli, że dziś są to już dorośli ludzie, którzy dalej
mieszkają w Lublinie. Wtedy książę doradził, aby w herbie była
koza oraz winorośl, która miała być symbolem bogactwa miasta.
Delegacja poszukała kogoś, kto za niewielkie pieniądze wykona
herb. W drodze powrotnej do Lublina rozpakowali zawiniątko.
Przerażenie ich było ogromne, gdyż zamiast kozy i pięknej
winnicy, zobaczyli na herbie capa, objadającego się winogronami.
Na powrót do Krakowa było już za późno. Do dziś w herbie Lublina
jest kozioł, który jest oparty o winorośl.
Miejscem pełnym
niespodzianek była Podziemna Trasa Turystyczna, która biegnie
pod Starym Miastem i liczy sobie 300 m długości. Były to
kupieckie piwnice z XVI i XVII, które prowadziły do lochów
trybunału. Tutaj mieliśmy okazję podziwiać makiety obrazujące
rozwój Lublina, podziwialiśmy wygląd miasta od czasów
plemiennych do około 1670 r. Makiety wzbudziły wiele emocji,
ponieważ pozwoliły na zrozumienie 1000 – letniej historii
miasta. Z dużym zainteresowaniem słuchaliśmy opowieści o chwale,
wspaniałych lubelskich jarmarkach, Unii Lubelskiej. Przerażały
nas opowieści o epidemiach, najazdach, pożarach. To ostatnie
tragiczne wydarzenie przedstawił teatrzyk. Wielki pożar wybuchł
1719 roku i przez pewien czas, byliśmy w jego środku.
Kolejnym punktem
wycieczki była Archikatedra Lubelska. Tu poznaliśmy jej cudowne
freski wykonane przez Jana Meyera –nadwornego malarza króla
Augusta III i one zachwycały wycieczkowiczów swoimi kolorami,
wielkością. Podziwialiśmy drugi co do wielkości drewniany ołtarz
w Polsce, który wykonano z gruszy libańskiej. Obrazy w ołtarzu
nawiązują do patronów, czyli św. Jana Chrzcielna i św. Jana
Ewangelisty.
Wiele emocji
dostarczyła zwiedzającym Zakrystia Akustyczna, gdyż gdy stoi się
odwróconym twarzą do ściany i mówi, to wówczas osoby znajdujące
się w drugim rogu pomieszczenia słyszą nawet szept. Podobno
biskup lubelski chciał mieć możliwość podsłuchiwania rozmów
gości, których przyjmował w Zakrystii. Obok, w Skarbcu
podziwialiśmy wspaniałe, drogocenne zbiory przedmiotów
liturgicznych. We wnętrzu Archikatedry znajduje się wejście do
krypt. Tam leżą zmarli biskupi lubelscy.
Po wyjściu z
mrocznego, pełnego zadumy miejsca, wróciliśmy na Stare Miasto.
Stanęliśmy pod Starym Ratuszem, tzw. Trybunałem Koronnym –
dawniej najwyższym sądem apelacyjnym Korony Królestwa Polskiego
I Rzeczypospolitej dla spraw prawa ziemskiego. Tu poznaliśmy
kolejną legendę, tym razem o czarciej łapie. Straszne spotkanie
człowieka z diabłami zakończyło się odbiciem gorącej łapy
jednego z wysłanników piekieł na stole w Trybunale Koronnym. W
jakim celu przybyły diabły do Lublina? Co udowodniły ludziom?
Kto lub co było powodem ich przybycia? O tym wszystkim dowiecie
się, kiedy przeczytacie legendę o czarciej łapie. Gwarantuję, że
każdy uczestnik wycieczki na pewno długo ją będzie pamiętał.
To nie koniec legend
związanych ze Starym Miastem, została jeszcze jedna o kamieniu,
który przynosi nieszczęście. Usłyszeliśmy, że kto go dotknął,
ściągnie na siebie nieszczęście, a które nie ominie nawet
zwierząt. Nasz przewodnik mgr Konstanty Frączek usilnie się
starał, aby nikt z nas nie dotknął tego strasznego głazu. Jednak
wśród nas byli tacy, którzy tymi opowieściami się nie
przejmowali. My obserwujemy i wyciągamy wnioski!
Ostatnim miejscem,
które zwiedziliśmy był dom, w którym urodziła się Janina
Porazińska, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Kto nie
pamięta ? - „ Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga ....”,
wspaniałej kołysanki śpiewanej przez mamy do snu.
Piątek 18
października był okazją do ponownego spotkania z Henrykiem
Sienkiewiczem, Janiną Porazińską, Stefanem Żeromskim oraz
powodem do „zawarcia nowych znajomości”, np. z Bolesławem
Prusem.
Lublin to kolejne
piękne polskie miasta, które na pewno warto było poznać. Po
latach okaże się, kto do niego powróci, bo dziś jest to wielkie
miasto akademickie. Może w przyszłości będziecie po nim
spacerować jako studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej czy Akademii Medycznej.
Życzę Wam dobrych
wyborów, a po latach miłych wspomnień ze szkolnej wycieczki do
Lublina.
Opiekunowie
wycieczki: p. M. Jas, p. A. Gos, p. B. Bujała
Odpowiedzialna
za treść: mgr Monika Jas |